blog bądź czułą

Bądź dla siebie czułą. Czułą Przewodniczką

Cokolwiek teraz czytasz, wcale nie będzie to irracjonalne odłożyć tę książkę na półkę i rzucić się na „Czułą Przewodniczkę. Kobiecą drogę do siebie” Natalii de Barbaro, psycholożki, felietonistki „Wysokich Obcasów”, córki znanego lekarza psychiatry i terapeuty, Bogdana de Barbaro. Dlaczego? Ponieważ to nie jest zwykła książka. Po lekturze jeszcze na długo zostanie ona w twojej pamięci. Jest też duże prawdopodobieństwo, że będziesz wracać do jej fragmentów.

To książka wnikliwa, przejmująca, wzruszająca, refleksyjna i doskonale charakteryzująca to, z czym zmagamy się na co dzień my, kobiety. To podróż w najgłębsze zakamarki swojej istoty. Każda kobieta powinna tę książkę przeczytać, choć nie każda będzie na nią gotowa… Jeśli zaczniesz, ale będzie zgrzytało, to być może potrzebujesz jeszcze chwilę do niej dojrzeć. Zobaczyć się w nagiej prawdzie nie jest łatwe. Nie każda z nas umie się z tym tak po prostu zmierzyć. Książka wywołuje paletę emocji, czasem trudnych w konfrontacji, stąd warto zaszyć się w jakimś spokojnym miejscu, by oddać się lekturze i móc w pełni przeżyć to, o czym pisze autorka.

W „Czułej Przewodniczce” znalazłam części siebie i bez wątpienia to jedna z książek mojego życia, którą z czułością podaruję potem mojej córce. To, ile zaczerpniesz z niej wartości zależy w dużej mierze od tego, na ile się otworzysz i znajdziesz w sobie gotowość tę wartość ujrzeć i przyjąć.

Potulna, Królowa Śniegu i Męczennica – trzy doskonale scharakteryzowane postacie. Każda z nich mieszka w nas i od czasu do czasu daje o sobie znać. Nie wierzysz? Sprawdź sama;)

„Potulna szuka tego, czemu może być posłuszna, ponieważ nie ma własnego wewnętrznego kompasu; a jakoś przecież musi nawigować przez życie. Nawiguje więc, używając Się jako GPS-a – tak Się robi, tak Się nie robi. Społeczeństwo, kultura, wzorce patriarchalne służą długimi, szczegółowymi listami tego, co wypada, czego nie wypada, jak się można ubrać, a czego włożyć nie wolno, jakie są obowiązki pani domu, matki, żony etc. (…) Tak wyćwiczone dorosłe kobiety z imponującą listą osiągnięć żyją życiem skurczonym; życiem odbijającym cudze oczekiwania, a raczej ich o tych oczekiwaniach wyobrażenie. (…) Jeśli wykonujesz emocjonalną harówę, będziesz czuć się zobowiązana pamiętać o imieninach koleżanki z pracy, przypominać o nich innym i organizować zakup prezentu – bo wiesz, co ona by chciała na prezent. Będziesz pamiętać, kto jaką kawę pije. Będziesz pamiętać, kto ile ma dzieci, i dopytywać, co u nich słychać. (…) Kluczowy wydaje mi się motyw. Emocjonalna harówa, jak i inne czynności wykonywane przez Potulną, dzieje się ze strachu, z tego wklęsłego miejsca w nas, które boi się, że jakąkolwiek uwagę świat nam poświęca, jakąkolwiek darzy nas sympatią, jedno i drugie może zostać bezpowrotnie wycofane, jeśli przestaniemy się starać”. Wygląda znajomo? Czytając, otwierałam szeroko oczy, bo okazywało się, że też tak czasem mam… Co ważne, sama autorka podkreśla, żeby nie łudzić się, że jesteś w tym sama – „prezeski, dyrektorki, przewodniczące czy celebrytki zmagają się z tym samym – w nich też mieszka Potulna, taka sama, jak twoja i moja”.

W następnej kolejności – Królowa Śniegu: „kobieta nienaganna. (…) Królowa Śniegu znalazła taki sposób na przetrwanie: zamrozić swoje serce i ruszyć do boju na śmierć i życie. Gnać, wygrywać, ścigać się, stawać na pudle, nie przedłużać zbędnych ceremonii gratulacyjnych, zeskakiwać z pudła i gnać dalej, nie pozwalać sobie na tak zwane „chwile słabości”, fortyfikować się, opancerzać, wkładać gorsety, push-upy i zbroje. (…) One same nie kochają siebie, nie mogą więc spocząć. I nie umieją pozwolić, by spoczęły ich dzieci – w nudzie, w zabawie, w lenistwie, w nicnierobieniu”. Od razu nasuwają mi się konkretne znajome kobiety, koleżanki, klientki, współpracownice… Niezła jazda bez trzymanki.

Jako trzecia postać pojawia się Męczennica. Oto jak charakteryzuje ją autorka: „Męczennica, poświęcając się, daje z siebie wszystko – wszystko, co ma, i jeszcze trochę, ponieważ częścią tej postaci jest praca ponad siły. Równocześnie zagłuszany na co dzień głos duszy (…) podpowiada coraz wyraźniej: „Marnujesz swoje życie”. Żeby tego głosu nie usłyszeć, trzeba szykować coraz więcej marynowanych grzybków, coraz mocniej szorować podłogi, coraz sprytniej domagać się, żeby ktoś zjadł, chociaż naprawdę nie ma ochoty. Trzeba powtarzać osobie, dla której się poświęcasz, która – przypomnijmy – w ogóle cię o to nie prosiła, że jest „jedynym skarbeczkiem mamusi, całym jej światem!” (…) Męczennica nie da sobie wytrącić swojego oręża. Gdyby pozwoliła sobie pomóc, utraciłaby – wedle swoich podświadomych kalkulacji – dostęp do uwagi bliskich. Nie wierzy, że można ją po prostu kochać, nawet wtedy, gdy wszystko jest u niej w porządku i nawet gdyby już niczego więcej w swoim życiu nie ugotowała. Dlatego nigdy nie będzie u niej w porządku. (…) Męczennica stawia siebie w centrum. Nie widzi ciebie ani mnie. Widzi swoją krzywdę, tę z dzisiaj, z wczoraj i z całego życia. I tak już będzie. Dla kobiety, która wpuściła Męczennicę za stery, nie będzie happy endu”.

Co ważne, to to, by nie zatracić się w którejś z tych postaci, by nie oddać jednej z nich steru do swojego życia. To, że czasem bywamy:

– Potulną, przejmując się, co wypada, a co nie, co powinnam, a czego nie powinnam

– Męczennicą, wołając dziecko o pomoc w dźwiganiu zakupów czy rozładowaniu zmywarki, ale już natychmiast i gdy tego nie robi od razu, na nasz rozkaz, same teatralnie zaczynamy to robić, posapując ze zmęczenia i frustracji, by wywołać w nim poczucie winy

– Królową Śniegu, gdy besztamy się w duchu: „Co ja za głupoty wygaduję. Znowu gafa! Lepiej już w ogóle nie będę nic mówić” – tak bywa i z pewnością nie raz nam się to zdarzy. Grunt to złapać się na tym i pozwolić dojść do głosu swojej Czułej Przewodniczce, która przemawia do każdej z nas poprzez wewnętrzne dziecko – w wersji niemowlęcej oraz Dzikiej Dziewczynki. To daje odwagę, by stanąć po swojej stronie i zawalczyć o siebie, by działać zgodnie z tym, co czujesz i czego chcesz ty, a nie inni, pozwala żyć w zachwycie światem. „Głodzimy nasze dziewczynki, kiedy siłą przetrzymujemy je w świecie makro, w świecie dyscypliny, rywalizacji, hierarchii, świecie abstraktów, idei i powerpointowych prezentacji; kiedy gnamy przez pory roku i nie wiemy, czy bzy właśnie zaczynają kwitnąć, czy już przekwitają. Dzika Dziewczynka chce patrzeć z bliska, czerpać siłę z energii yin. Dzika Dziewczynka chce dotykać ciała życia. ‘Weź mnie do lasu. Zatrzymaj się przy drzewie, dotknij kory’. (…) Dzika Dziewczynka żyje przez zmysły: wchodzi do pasmanterii i dotyka atłasowych powierzchni wstążek; na ich widok mogłaby piszczeć z radości (…) przesuwa ręką po plamie słońca na powierzchni muru, wącha chleb, truskawkę, książkę, którą kupuje (…) Jej naturalnym stanem, kiedy jest karmiona i syta, jest zachwyt”. W Dzikiej Dziewczynce widzę wiele z siebie. Mój zachwyt budzi zwłaszcza natura. Często, odprowadzając córkę do przedszkola, nawet gdy spieszymy się rano, znajdujemy choć chwilę, by podziwiać krople wody na igłach sosny czy gołębie kąpiące się w kałuży. Fascynuję się książkami, które pochłaniam, jakby jutra miało nie być i z entuzjazmem dzielę się najciekawszymi fragmentami z moim mężem, który nie zawsze ten mój entuzjazm rozumie i podziela;) Biorąc jednak pod uwagę to, jak intensywnie wszystko odczuwam, i wiedząc, że on ma całkiem odwrotnie, wybaczam mu to ze współczuciem i miłością:)

Lektura „Czułej Przewodniczki. Kobiecej drogi do siebie” to najlepszy prezent, jaki możesz sobie podarować. Jedna rzecz, a wszystko zmienia.